wtorek, 24 marca 2015

Przetłuszczający się skalp a włosy suche, które szybko tracą wilgoć


Początki moich starań o poprawienie stanu włosów były koszmarne. Przypuszczam, że dlatego, iż nigdy nie miałam bardzo zniszczonych włosów – prostowałam i kręciłam rzadko, nie farbowałam, jednak mechanicznie cierpiały całe życie (tarcie ręcznikami, bolesne szczotkowanie i wyrywanie włosów, spanie z mokrymi włosami, codzienne mycie w gorącej wodzie szamponem jak najbardziej „oczyszczającym”). Na pewno ich kondycję osłabiły częste wyjazdy nad morze (sól, słońce i kilkukrotne mycie) oraz basen, na który chodziłam raz lub dwa w tygodniu, a po którym nie myłam włosów, tylko związywałam i pozwalałam wysychać z chlorowaną wodą na sobie. Kiedy zaczęłam interesować się pielęgnacją, wprowadzać nowe produkty, odżywki, maski i oleje, praktycznie jedynymi zauważalnymi plusami były blask w świetle lampy i gładkość włosów, które nareszcie przyjemnie się czesało. Puszenie, elektryzowanie, odstające włosy jak antenki a przy tym oklap przy skórze głowy  to wciąż jednak była codzienność, która coraz bardziej mnie frustrowała.


Wybawieniem była dla mnie odżywka bez spłukiwania –w moim przypadku jest to przewrotnie „miętę i wrzos” (którą według opakowania należy spłukać). Już dawno zdecydowałam się kupić którąś Joannę Naturię, ponieważ testowałam bezsilikonową pielęgnację  na moich podatnych na falowanie, wywijających się włosach. Fioletową odżywkę wrzuciłam do koszyka ze względu na adnotację „należy spłukać”, ponieważ wychodziłam z założenia, że moje włosy są przetłuszczające się, w dodatku cienkie i delikatne na długości, co równa się obciążeniu. Dopiero gdy z biegiem czasu coraz bardziej wgłębiałam się w temat pielęgnacji włosa, odkryłam coś, co większość „włosomaniaczek” wie od samego początku i przez co właściwie rozpoczyna pielęgnacje – moje włosy są bardzo suche, a przetłuszczają się jedynie przy skórze głowy. Większość z was może uznać to za głupotę, ale dla mnie, od 10 lat przekonanej, że przetłuszczanie jest przeciwieństwem włosów suchych, było jak odkrycie Ameryki i przełom w pielęgnacji. Zauważyłam, że moje włosy tracą wilgotność już kilka godzin po umyciu i uwielbiają, kiedy przeczesuję je dłońmi z mikroskopijną ilością odżywki. To właśnie dzięki odżywce b/s przestały się puszyć i elektryzować, a pozostają wciąż nieobciążone (jeszcze nie udało mi się nie obciążyć włosów odżywką w spreju). Nie wprowadzam żadnych ograniczeń co do częstości nakładania „groszku” odżywki – często na blogach widuję pytania „czy jeśli zabezpieczę końcówki jedwabiem, to mogę też dodać trochę odżywki b/s na długość? Czy to nie za dużo?” lub „Czy następnego dnia po myciu mogę użyć odżywki b/s?” Jak dla mnie należy to robić tak często, jak często potrzebują tego włosy. Za to warto pamiętać o ilości – w moim przypadku wystarczy minimalnie zbyt dużo, by włosy stały się smętne i obciążone.


Staram się myć włosy co dwa dni, jednak najczęściej robię to codziennie. Na drugi dzień ratuję się suchym szamponem (Batiste), glinką (jednak nakładam ją po myciu, za czym nie przepadam) lub kokiem na wypełniaczu. Oczywiście nie jest to leczenie zbyt częstego przetłuszczania, jednak dzięki tym sposobom zamiast siedmiu razy w tygodniu myję włosy pięć razy.
Po myciu raczej nie nakładam treściwych masek, preferuję odżywki na kilka minut (choć nauczyłam się myć włosy bardzo delikatnie, a przy maskach lub olejach przed myciem są na tyle wygładzone, że bez problemu rozczesałabym włosy i bez odżywek po). Czasem kończę mycie płukankami z sokiem cytrynowym (pięknie nabłyszcza) lub octem jabłkowym (którego nie mogę znieść – ten zapach…), jednak zauważyłam, że moje włosy najbardziej lubią długie ostatnie płukanie w zimnej wodzie (omijam skalp). Po takiej mroźnej płukance i grosiku odżywki b/s antenki wreszcie nie odstają, włosy są gładkie i miękkie. Gdy mam czas, nie używam do włosów ręcznika lub koszulki bawełnianej w ogóle – wtedy się nie puszą nawet na drugi dzień.

A wy jakie macie sposoby na włosy, które tracą wilgoć? Co sądzicie o wcieraniu odżywek b/s nawet kilka razy w ciągu dnia?


Całuję, Bianka 

czwartek, 19 marca 2015

O świadomej pielęgnacji i dlaczego nie używam słowa "naturalna"



Witam w ten piękny, choć nie najcieplejszy dzień :)

Chciałabym dzisiaj poruszyć problem "naturalnej" pielęgnacji. Większość dziewczyn rozpoczynająca ratowanie zniszczonych włosów sięga po wszystko co "naturalne", bo naturalne to dzisiaj takie modne. Jak dla mnie jest to głupota.

Pod pojęciem "świadomej pielęgnacji" rozumiem wybieranie produktów - szamponów, odżywek, mgiełek czy masek, które posiadają w sobie wszelakie substancje, które nasze włosy lubią, przyjmują i przede wszystkim tolerują. Dziewczyny na blogach często podkreślają, że obawianie się silikonów, nazywanie ich oblepiaczami, które duszą włosy i nie pozwalają substancjom przeniknąć i ich odżywić jest zbędne, a jednak zaglądając w komentarze niemal w co trzecim poście słychać głosy "zmieniłam pielęgnacje i odrzuciłam silikony".



Moje włosy są lekko falowane i podatne na wszelkie stylizacje (choć już utrzymanie ich w jednej fryzurze przez pół dnia bez stylizatorów i wsuwek jest prawie niemożliwe), dlatego walcząc o naturalny skręt zrezygnowałam całkowicie nawet z lekkich silikonów, wprowadziłam resztę zasad CG (curly girl, czyli pielęgnacja włosów kręconych i falowanych) i czekałam na wspaniałe efekty zdrowych loków lub imponujących fal. I co? Włosy były smętne, gumowe, pozbawione życia i przede wszystkim prawie proste, a wywijające się jedynie na końcach. Przez te dwa tygodnie znacznie pogorszył się ich stan, a co za tym idzie moje samopoczucie. 

Po powrocie do lekkich silikonów (jak i czesania na sucho) moje włosy wyraźnie odżyły, stały się bardziej odporne na pogodę oraz suszenie włosów, zaczęły oczywiście błyszczeć. A to dlatego, że silikony odgrywają ogromną rolę w ochronie przeciwsłonecznej, przed suszarką i zniszczeniami. Poświęcę im oczywiście osobny post.


Naturalna pielęgnacja to dla mnie szampon + to, co znajduje się w kuchni. Naturalne produkty, najlepiej jak mleko - prosto od krowy, lub jajek - od kury. Oleje, oliwka, majonez, żółtko, miód, cytryna... wymieniać można mnóstwo produktów i uważam, że użyte w odpowiednich proporcjach faktycznie pomogą nam w walce o piękne włosy. Niestety nie każda z nas ma przed domem stajnię ze zwierzętami :) Dlatego warto zdawać sobie sprawę, że nawet mleko kupione w sklepie czy majonez to produkty pełne "chemii", tak przecież niepożądanej. Ja staram się dystansować od tego i nie dać zwariować. Jednak nigdy własną pielęgnację nie określę mianem "naturalna", bo taka moim zdaniem nie jest.

Często wybieram odżywki czy maski o "chemicznych", aptecznych składach i używam ich bez mrugnięcia okiem, jeśli widzę, że służą moim włosom. Mam przy tym parę zasad, których nie łamię (np. unikam alkoholu w produktach pielęgnacyjnych). Zauważyłam, że często polecane ziołowe szampony (i właściwie wszystko inne na bazie ziół) wysuszają moje delikatne na długości włosy, nawet, jeśli użyję wcześniej oleju, maski, a po myciu odżywki. Można by się zapytać: "jak to tak, skoro w składzie same zioła, czyli wszystko co naturalne?" Nie służą mi i tyle - zatem odkładam je. Żółtko sprawia, że moje włosy się bardzo elektryzują, podobnie jak płukanka z octu jabłkowego - włosy latają jak szalone na wszystkie strony. Są przy tym naturalne produkty, które uwielbiam (jak cytryna czy oliwa z oliwek) i dokładam je do mojej włosowej diety tak często, jak tylko tego chcą. Oczywiście będą i takie włosy, które pokochają jedynie produkty spożywcze i tylko je będą tolerować.

A wy jakie macie zdanie o naturalnej pielęgnacji? Zamieniłybyście odżywki i maski na te własnoręcznie robione z naturalnych składników?

Całuję, Bianka 

sobota, 14 marca 2015

Jak rozpocząć dbanie o włosy? Poradnik dla początkujących część I



Piękne, lśniące, lejące się włosy są obiektem marzeń wielu kobiet. Myślisz, że Ciebie to nie dotyczy, bo masz smutne strąki długością sięgające ucha? Nic podobnego!

Rozpoczęcie walki o piękne włosy jest proste. O ile w przypadku twarzy wszystko zależy od jej cech indywidualnych, o tyle wprowadzenie kilku małych kroków może od razu polepszyć wygląd włosów. Oczywiście nie zawsze jest tak różowo, ponieważ każda z nas ma inne włosy. Potrzebują one różnorodnych składników, by stać się zjawiskowe. Jednak warto wypróbować na początek trzy poniższe zasady, by znacznie poprawić ich stan:



1. Myj włosy delikatnie i łagodnymi detergentami, tak często jak tego potrzebują.



Pierwszy krok a zawiera już 3 istotne zmiany.
 Przede wszystkim musimy zmienić metodę mycia włosów: należy masować skórę głowy delikatnie, bez pośpiechu, ledwie dotykając opuszkami włosów. Taki masaż działa relaksująco i nie uszkadza struktury włosa, którego mocno szorując łamiemy i niszczymy.
O łagodnych detergentach  napiszę więcej w osobnym poście. Zdaję sobie sprawę, że cała blogosfera huczy o szkodliwości SLSów, czyli detergentów zawartych w szamponach, a w przeciętnej drogerii mamy wrażenie, że nie znajdziemy praktycznie żadnego „łagodnego” zamiennika. Wydaje mi się, że to jest główny produkt zniechęcenia „tą całą naturalną pielęgnacją” i kontynuacji mycia zwykłymi szamponami.  Na samym początku można się zastanowić, czy my sami znamy jakiś przyjemny szampon lub nawet żel pod prysznic, po którym skóra nie wymaga nawilżenia, nie jest ściągnięta i sucha i spróbować umyć nim włosy. Na początku będzie to trudniejsze, ponieważ kosmetyk może się mniej pienić, przez co mamy wrażenie że włosów nie domyjemy, jednak nie należy się tym zrażać. Kolejną sprawą jest kwestia mycia włosów tak często, jak tego potrzebują. Do tej pory spotykam się z hasłami, że jeśli nie czujemy się niekomfortowo, nawet włosy wymagające codziennego mycia powinniśmy trzymać co najmniej dwa dni, żeby ich nie przemęczać. To bzdura. Przetrzymywanie włosów mających tendencję do przetłuszczania się prowadzi do powstania specyficznej formy łupieżu. Nie ma on postaci zapalnej i może występować jedynie wtedy, gdy włosy są nieświeże, jednak należy pamiętać, że ŁUPIEŻ JEST CHOROBĄ i nie wolno go lekceważyć. Ważne natomiast, by znaleźć odpowiedni środek myjący (którym może być zwykła odżywka do włosów, płyn micelarny lub myjadło dla dzieci lub produkt hipoalergiczny [oczywiście tu też należy wzmocnić czujność, bo nawet te produkty mogą być łagodne tylko z nazwy]). Nie należy również przesadzać w drugą stronę – nie ma potrzeby mycia włosów czystych częściej niż raz na 4-5 dni, choć zależy to także od własnego samopoczucia (mieszkając np. w Krakowie, gdzie powietrze jest zanieczyszczona, sama czułabym się zwyczajnie brudna nie myjąc tak często włosów).



2.  Nie bój się odżywek, masek ani… jedzenia J



Włosy są zniszczone, ponieważ nie dostarczono im potrzebnych składników. To, co jemy, ma wpływ na to jak wyglądają włosy, ale pamiętajmy, że na długości włosy są martwe. Jako ostatnie dostają wartościowe składniki. Dlatego odżywkę należy nakładać po każdym myciu. Oprócz poprawienia kondycji włosów ułatwi nam rozczesywanie, dzięki czemu można wykonać tę czynność delikatnie, nie ciągnąc,  szarpiąc i wyrywając ich przy tym. Ponadto raz w tygodniu należy użyć maski do włosów, którą nakłada się na dłużej, dzięki czemu ma szansę naprawdę zregenerować włosy. Są i odżywki, i maski kosztujące poniżej 10 (a czasem nawet 5, jak choćby joanna naturia czy kallosy) złotych, tak więc warto chociaż spróbować kupić te dwa kosmetyki. Ponadto mnóstwo fantastycznych „odżywek” można znaleźć… w kuchni! Zaczynając od olei (choćby słonecznikowego) i oliwy z oliwek, poprzez cytrynę, jajka czy wszelakie zioła.



3. Zrezygnuj z prostownicy, lokówki, tarmoszenia ręcznikiem i agresywnego czesania




Niby każdy zdaje sobie sprawę, że prostownika czy lokówka niszczą włosy, jednak wciąż wiele dziewczyn je stosuje, nawet codziennie… Wyobraź sobie zatem taką  sytuację: codziennie rano, po prysznicu, wyciągasz wilgotną rękę, którą wkładasz między prostownicę, by przejechać prostownicą od łokcia do dłoni. Z prostownicy bucha gorące powietrze. Ręka parzy. Aż przechodzą ciarki, prawda? Nie mam nic przeciwko użyciu takich narzędzi od święta, gdy chcemy wyglądać pięknie i podkreślić naszą kobiecość. Jednak w wypadku codziennego rytuału TRZEBA wykreślić prostownicę, bo inaczej włosy nie będą miały szans na regenerację. Tarmoszenie ręcznikiem jest natomiast dość częstym problemem, z którego nie zdajemy sobie sprawy. Jednak łamie to włosy na długości, wysusza je i niszczy. Wystarczy opatulić włosy w ręcznik lub bawełnianą koszulkę i zostawić na kilka lub nawet kilkanaście minut, a woda nie będzie z nich ściekała, jak może nam się wydawać. Ponadto – i tu różnica w wypadku włosów prostych i kręconych – należy również zwrócić uwagę na kulturę czesania włosów. Agresywne szczotkowanie włosów osłabia je, wyrywa i niszczy. Efekt się podwaja, jeśli proste włosy czeszemy na mokro – należy odczekać, aż zupełnie wyschną, a dopiero potem uczesać. Włosy kręcone czeszemy pod prysznicem, gdy są jeszcze mokre i ociekające wodą. Nakładamy wtedy na nie odżywkę, odczekujemy minutę, delikatnie czeszemy, a dopiero potem zawijamy w ręcznik. Te kilka zmian w codziennym obchodzeniu się z włosami pomoże im odżyć, zregenerować się i efektywnie przyjmować dobroczynne składniki zawarte w odżywkach, maskach i domowych miksturach.

A czy wy stosujecie się do tych kroków? 
Całuję sobotnio, Bianka 

piątek, 13 marca 2015

Poradnik pielęgnacji twarzy dla początkujących. Część I – określenie typu cery

http://collider.com/the-hundred-foot-journey-charlotte-le-bon-interview/

Piękna twarz to marzenie niemal każdej kobiety. Nie liczy się jej wiek ani drobne defekty – jeśli całość jest estetyczna, świeża i promienna, przyciąga spojrzenia zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Często zachwalamy niedoścignione pojęcie „naturalnego piękna”, ale co to w zasadzie jest? Czy piękno naturalne jest wtedy, kiedy pozostawiamy twarz samą sobie, nie dbamy o nią, nie słuchamy jej potrzeb? Jak się domyślacie, odpowiedź jest oczywista: NIE! Często zdrowa we wczesnej młodości, jędrna i pełna blasku cera już u dwudziestokilkulatki wygląda na poszarzałą, obwisłą, pełną niedoskonałości i z pierwszymi zmarszczkami. Naszym celem nie będzie zupełne uniknięcie problemów twarzowych czy tym bardziej ucieczka przed zmarszczkami – smutna prawda jest taka, że tego nie zapewni żaden krem ani maseczka. Zamiast tego chciałabym, żebyście wsłuchały się w głos cery i twarzy, podążały za ich potrzebami i ofiarowywały im to, co dla nich najlepsze.

Najważniejszym, pierwszym krokiem w walce o piękną cerę jest określenie typu naszej cery. Po wpisaniu w przeglądarce google standardowych zwrotów jak: „określenie typu cery”, „jak określić cerę”, „jaką mam cerę” itd.,  pojawi się całe mnóstwo artykułów charakteryzujących, jak zachowuje się w danych momentach nasza twarz i, kolejno, jaki to będzie typ. Pamiętajcie jednak, że nie zawsze jest to takie oczywiste i sztampowe, jak w pierwszej chwili może się wydawać. Dla przykładu, ja sama całe życie byłam przekonana, że mam cerę tłustą, a wystarczyło wprowadzenie jednego drobnego kroku (odstawienie żelów do mycia twarzy) by moja twarz przestała się świecić praktycznie kilkanaście minut od umycia, jak to było do tej pory J. Ponadto, mimo że „cera sucha” to ostatni typ, jaki bym dla własnej wybrała, tak naprawdę jako jedyny mocno akcentuje element ściągnięcia skóry, a moja skóra zachowuje się tak nawet po najdelikatniejszym detergencie zawartym w żelach.

Wyróżniamy cztery grupy: cera sucha, normalna, mieszana i tłusta. Równocześnie cera może być wrażliwa, naczynkowa, dojrzała, jak i trądzikowa. Najlepiej porównać kilka określeń z różnych stron internetowych, by dojść do właściwych wniosków. Skrótowo:


Cera normalna – skóra miękka, gładka, bez przebarwień, najczęściej występująca u dzieci przed okresem dojrzewania. W wieku dorosłym poza dbaniem o odpowiedni poziom nawilżenia i ochrony nie sprawia większych problemów. Istnieją głosy, że występuje bardzo rzadko, moim zdaniem jednak często nadużywamy pojęć sucha, tłusta czy naczynkowa cera. Możliwe, że cera jest normalna, a po prostu posiada większą skłonność do przetłuszczania się bądź przesuszania.

Cera sucha jak sama nazwa wskazuje, skóra jest sucha, matowa, szorstka, charakteryzuje się uczuciem przesuszenia i ściągnięcia po użyciu środków myjących, a także łuszczeniem, napięciem i pieczeniem twarzy. Podstawowym zadaniem jest dbanie o odpowiednie nawilżenie i natłuszczenie, ochrona przed zimnem i wiatrem oraz słońcem, ponieważ cera sucha najszybciej traci elastyczność prowadzącą do powstawania zmarszczek.

Cera tłusta – posiadaczki tej cery mają wrażenie, jakoby skóra twarzy była nieustannie przetłuszczona, cera świeci się i błyszczy, dlatego tak chętnie jej posiadaczki sięgają po silne detergenty zawarte w żelach, mydłach czy nawet piankach. Zastosowanie nawet najlżejszego kremu może powodować dyskomfort i uczucie ciężkości. Nadmiar produkowanego sebum prowadzi do powstania zaskórników i trądziku.

Cera mieszana – to taka, na której występuje więcej niż jeden rodzaj cery: zazwyczaj policzki i skronie mają cechy skóry suchej, a tak zwana strefa  czyli nos, broda i czoło błyszczą się jak w przypadku cery tłustej. Odpowiednie proporcje pielęgnacyjne wymagają czasu i uwagi, dlatego należy uważnie ją obserwować, by wyraźnie ocenić, które partie wymagają mocniejszego nawilżenia, a które odpowiedniego oczyszczania i delikatnych kosmetyków.

Skóra wrażliwa - reaguje zaczerwienieniem i podrażnieniem na wiele czynników, takich jak mycie,  demakijaż, ale także zimno czy zanieczyszczenie powietrza. Wymaga wiele uwagi i bardzo łagodnego traktowania.

Skóra naczynkowa – zaczerwienienie twarzy ma charakter rumienia, który wynika z trwale rozszerzonych powierzchownych naczyń włosowatych. W tym przypadku najlepiej skonsultować dbanie o nią z dermatologiem, który też przepisze odpowiednie preparaty pozwalające zminimalizować niedogodności (uwaga na drogeryjne „komercyjne” kremy).


Warto także pamiętać, że cera wrodzona może różnić się od cery obecnej. Nieprawidłowa pielęgnacja w przypadku każdej skóry, zła dieta, a nawet zanieszczyszczenie powietrza i wody mogą prowadzić do przesuszeń, przetłuszczeń lub przewrażliwień. W przypadku każdej cery należy dbać o odpowiedni poziom nawilżenia i ochronę, zarówno przed pogodą zimową, jak i letnią: filtry UV to niezbędnik każdej twarzy.

Na stronie poradnikzdrowie.pl można wykonać test, chociaż moim zdaniem jest trochę niemiarodajny (wyszła mi cera normalna „wow, jesteś szczęściarzem”, chociaż borykam się zarówno z zaskórnikami, wrażliwością na kosmetyki, ściągnięciem po detergentach) - klik

W następnych częściach poradnika zajmę się problemami takimi jak „nawilżenie”, „ochrona”, „peelingowanie”, a także jak pielęgnować poszczególne typy cery.


A czy Ty wiesz już, jaką masz cerę?


Całuję, Bianka

środa, 11 marca 2015

Kosmetyczny minimalizm zakupowy

Miliony kosmetyków do pielęgnacji czeka na półce w łazience, a zarówno producenci, półki sklepowe jak i wszelkie internetowe blogi niesamowicie kuszą do kupna nowego produktu… och, skąd ja to znam! Odkąd zainteresowałam się składami i świadomą pielęgnacją zauważyłam przedziwne własne zachowanie: kupuję wymarzony produkt, używam, oceniam pozytywnie lub negatywnie po czym… znajduję kolejną interesującą pozycję i znowu najchętniej kupiłabym coś nowego!

Bardzo trudno jest powstrzymać się od wydania nawet kilku złotych na nowy krem, odżywkę czy pomadkę. Wręcz ciężej jest mi nie kupić czegoś, co kosztuje 5-6 złotych niż drogiej nowości. Nad tą drugą często spędzam długie godziny w poszukiwaniu opinii na wizażu, blogach, czy innych stronach internetowych, więc na etapie znajdowania informacji często kończy się moja chęć nabycia. Te kilkuzłotowe produkty jednak często przyjmują formę małego diabełka koło mojego ucha, szepczącego  kusząco „hej, to tylko kilka złotych, a zyskasz nową pomadkę lub polecany krem do rąk”.

Zauważyłam jednak, że w przypadku mojej skóry żonglowanie kosmetykami nie przynosi najlepszych efektów. Mam cerę normalną ze skłonnością do przetłuszczania się (nie tylko w strefie T) i gdy nałożę zbyt dużo produktów (lub nakładam je zbyt często), to tylko pogarsza jej stan. Oczywiście należy pamiętać, że każda cera preferuje inną pielęgnację i to co mojej się podoba, na Twojej może wywołać bunt.

Powiedziałam sobie stop, kiedy na mojej półce pojawiło się między innymi 6 kremów do twarzy, 5 peelingów, 9 produktów do demakijażu… wymieniać można w nieskończoność. Jednym ilość może się wydawać duża, innym znowuż mała, ale jeśli porównam to z ilością kosmetyków jeszcze sprzed roku, nie mówiąc już o różnicy w wydawanych na nie pieniądzach, problem zaczyna być niepokojący. Zadałam sobie pytanie: czy naprawdę potrzebuję kupić kolejną maseczkę nawilżającą? Przecież ta, którą używam aktualnie nie jest wcale najgorsza. Nawilża, wyrównuje koloryt, odświeża, jest przyjemna w użytkowaniu. Czego tak naprawdę chcę więcej? Przecież jasne jest, że jeden produkt nie zapewni mi idealnej twarzy po 3 użyciach!

Co chciałabym osiągnąć tym postem?

Zanim kupisz kolejny produkt zachwalany przez blogosferę, zastanów się chwilę, czy naprawdę go potrzebujesz. Może krem, który kupiłaś pod wpływem wielu pozytywnych recenzji , a u Ciebie się nie sprawdził, wcale nie jest taki zły? Może ciężko się go nakłada, ale efekty są widoczne dopiero po dłuższym używaniu? Oczywiście, jeśli kończy Ci się płyn micelarny, a nowy produkt popularnej firmy wywołuje same brawa swoim przyjaznym składem i dobrym działaniem,  to doskonały moment na nowe zakupy. Jednak dobrym rozwiązaniem jest dokładne przetestowane jednego produktu, zanim sięgnie się po drugi, trzeci i ósmy.

Całuję,
Bianka

wtorek, 10 marca 2015

Przyjemne początki

♥ Witam serdecznie

Początek wiąże się z czymś tajemniczym, nieodgadnionym, ale jednocześnie radosnym i pięknym. Założyłam dziś bloga, ponieważ chciałabym podzielić się z Wami moją wiedzą na temat pielęgnacji. Cóż to moim zdaniem jest pielęgnacja? Przede wszystkim miłość i czułość do pielęgnowanego elementu. Dla mnie rytuał zrobienia czegoś przyjemnego dla siebie jest niezbędny w spełnianiu marzeń o szczęściu, energii, pewności siebie. Nie chciałabym zatem ograniczać się do wpisów o włosach, twarzy czy "wnętrzu" kobiety. Uważam, że należy dbać o wybrane przez siebie elementy w tak optymalny sposób, by osiągnąć spokój i harmonię: i dlatego dla jednych potrzeby zakończą się na pięknych włosach, a dla innych na świeżej, promiennej cerze.

Całuję, Bianka :)