Witam w ten piękny, choć nie najcieplejszy dzień :)
Chciałabym dzisiaj poruszyć problem "naturalnej" pielęgnacji. Większość dziewczyn rozpoczynająca ratowanie zniszczonych włosów sięga po wszystko co "naturalne", bo naturalne to dzisiaj takie modne. Jak dla mnie jest to głupota.
Pod pojęciem "świadomej pielęgnacji" rozumiem wybieranie produktów - szamponów, odżywek, mgiełek czy masek, które posiadają w sobie wszelakie substancje, które nasze włosy lubią, przyjmują i przede wszystkim tolerują. Dziewczyny na blogach często podkreślają, że obawianie się silikonów, nazywanie ich oblepiaczami, które duszą włosy i nie pozwalają substancjom przeniknąć i ich odżywić jest zbędne, a jednak zaglądając w komentarze niemal w co trzecim poście słychać głosy "zmieniłam pielęgnacje i odrzuciłam silikony".
Moje włosy są lekko falowane i podatne na wszelkie stylizacje (choć już utrzymanie ich w jednej fryzurze przez pół dnia bez stylizatorów i wsuwek jest prawie niemożliwe), dlatego walcząc o naturalny skręt zrezygnowałam całkowicie nawet z lekkich silikonów, wprowadziłam resztę zasad CG (curly girl, czyli pielęgnacja włosów kręconych i falowanych) i czekałam na wspaniałe efekty zdrowych loków lub imponujących fal. I co? Włosy były smętne, gumowe, pozbawione życia i przede wszystkim prawie proste, a wywijające się jedynie na końcach. Przez te dwa tygodnie znacznie pogorszył się ich stan, a co za tym idzie moje samopoczucie.
Po powrocie do lekkich silikonów (jak i czesania na sucho) moje włosy wyraźnie odżyły, stały się bardziej odporne na pogodę oraz suszenie włosów, zaczęły oczywiście błyszczeć. A to dlatego, że silikony odgrywają ogromną rolę w ochronie przeciwsłonecznej, przed suszarką i zniszczeniami. Poświęcę im oczywiście osobny post.
Naturalna pielęgnacja to dla mnie szampon + to, co znajduje się w kuchni. Naturalne produkty, najlepiej jak mleko - prosto od krowy, lub jajek - od kury. Oleje, oliwka, majonez, żółtko, miód, cytryna... wymieniać można mnóstwo produktów i uważam, że użyte w odpowiednich proporcjach faktycznie pomogą nam w walce o piękne włosy. Niestety nie każda z nas ma przed domem stajnię ze zwierzętami :) Dlatego warto zdawać sobie sprawę, że nawet mleko kupione w sklepie czy majonez to produkty pełne "chemii", tak przecież niepożądanej. Ja staram się dystansować od tego i nie dać zwariować. Jednak nigdy własną pielęgnację nie określę mianem "naturalna", bo taka moim zdaniem nie jest.
Często wybieram odżywki czy maski o "chemicznych", aptecznych składach i używam ich bez mrugnięcia okiem, jeśli widzę, że służą moim włosom. Mam przy tym parę zasad, których nie łamię (np. unikam alkoholu w produktach pielęgnacyjnych). Zauważyłam, że często polecane ziołowe szampony (i właściwie wszystko inne na bazie ziół) wysuszają moje delikatne na długości włosy, nawet, jeśli użyję wcześniej oleju, maski, a po myciu odżywki. Można by się zapytać: "jak to tak, skoro w składzie same zioła, czyli wszystko co naturalne?" Nie służą mi i tyle - zatem odkładam je. Żółtko sprawia, że moje włosy się bardzo elektryzują, podobnie jak płukanka z octu jabłkowego - włosy latają jak szalone na wszystkie strony. Są przy tym naturalne produkty, które uwielbiam (jak cytryna czy oliwa z oliwek) i dokładam je do mojej włosowej diety tak często, jak tylko tego chcą. Oczywiście będą i takie włosy, które pokochają jedynie produkty spożywcze i tylko je będą tolerować.
A wy jakie macie zdanie o naturalnej pielęgnacji? Zamieniłybyście odżywki i maski na te własnoręcznie robione z naturalnych składników?
Całuję, Bianka ♥
Ja mam przy domu stajnię i kurnik. :D Ale ciężko przerzucić mi się na naturalną pielęgnacje trochę ze względu na lenistwo. Gotowe produkty są szybkie w użyciu, ładnie pachną i dodatkowo moje włosy chyba je lubią. Silikonów także nie odrzuciłam. Od jakiegoś czasu używam oleju kokosowego przed myciem. A do żółtek i innych jakoś zebrać się nie mogę. :D Może trzeba w końcu się zmusić, bo włosy pomimo większej dbałości o nie, nadal nie są takie jakie bym chciała mieć.
OdpowiedzUsuńA włosy mam chyba podobne do Twoich- lekko falowane i podatne na stylizację. Do tego dość gęste i czasami się puszą. A chciałabym, żeby się kręciły, albo chociaż falowały mocniej. A one z wiekiem coraz bardziej się prostują. :(
haha w tym poście odpowiedziałaś na moje pytanie z poprzedniego :)
OdpowiedzUsuńzazdroszczę Ci zwłaszcza kurnika (ale to związane z jedzeniem, nie naturalnymi maseczkami :D ), moja babcia też ma kury i uwielbiam "domowe" jajka do tego stopnia, że takie sklepowe z supermarketów mi zupełnie nie smakują. Podobnie z ziemniakami! Nie mogę uwierzyć, jak znajomi mówią, że nie czują różnicy.
Mi niestety olej kokosowy strasznie puszy włosy, no ale puch to ogólnie mój główny problem.
Mi zaczęły się mocniej kręcić (i przestać aż tak puszyć) kiedy zaczęłam je czesać na mokro, jednak przy równoczesnym używaniu silikonów. Niestety przez to, że nie czeszę je na sucho strączkują się i ogólnie są bardziej oklapnięte i mniej błyszczące :<
Zdążyłam już odpowiedzieć tam, zanim przypomniałam sobie, że chyba pisałam o tym pod tym postem. :D
UsuńCo do jajek i ziemniaków przyznaję racje- mam okazję jadać kupowane u chłopaka, który mieszka w mieście i smakują totaaalnie inaczej. Zastanawiam się co osoby, które nie czują różnicy, mają z kubkami smakowymi. :DD
Moje też się trochę strączkują. Już nie wiem co z nimi począć, żeby było dobrze i żeby były piękne jak z reklamy. :c