środa, 11 marca 2015

Kosmetyczny minimalizm zakupowy

Miliony kosmetyków do pielęgnacji czeka na półce w łazience, a zarówno producenci, półki sklepowe jak i wszelkie internetowe blogi niesamowicie kuszą do kupna nowego produktu… och, skąd ja to znam! Odkąd zainteresowałam się składami i świadomą pielęgnacją zauważyłam przedziwne własne zachowanie: kupuję wymarzony produkt, używam, oceniam pozytywnie lub negatywnie po czym… znajduję kolejną interesującą pozycję i znowu najchętniej kupiłabym coś nowego!

Bardzo trudno jest powstrzymać się od wydania nawet kilku złotych na nowy krem, odżywkę czy pomadkę. Wręcz ciężej jest mi nie kupić czegoś, co kosztuje 5-6 złotych niż drogiej nowości. Nad tą drugą często spędzam długie godziny w poszukiwaniu opinii na wizażu, blogach, czy innych stronach internetowych, więc na etapie znajdowania informacji często kończy się moja chęć nabycia. Te kilkuzłotowe produkty jednak często przyjmują formę małego diabełka koło mojego ucha, szepczącego  kusząco „hej, to tylko kilka złotych, a zyskasz nową pomadkę lub polecany krem do rąk”.

Zauważyłam jednak, że w przypadku mojej skóry żonglowanie kosmetykami nie przynosi najlepszych efektów. Mam cerę normalną ze skłonnością do przetłuszczania się (nie tylko w strefie T) i gdy nałożę zbyt dużo produktów (lub nakładam je zbyt często), to tylko pogarsza jej stan. Oczywiście należy pamiętać, że każda cera preferuje inną pielęgnację i to co mojej się podoba, na Twojej może wywołać bunt.

Powiedziałam sobie stop, kiedy na mojej półce pojawiło się między innymi 6 kremów do twarzy, 5 peelingów, 9 produktów do demakijażu… wymieniać można w nieskończoność. Jednym ilość może się wydawać duża, innym znowuż mała, ale jeśli porównam to z ilością kosmetyków jeszcze sprzed roku, nie mówiąc już o różnicy w wydawanych na nie pieniądzach, problem zaczyna być niepokojący. Zadałam sobie pytanie: czy naprawdę potrzebuję kupić kolejną maseczkę nawilżającą? Przecież ta, którą używam aktualnie nie jest wcale najgorsza. Nawilża, wyrównuje koloryt, odświeża, jest przyjemna w użytkowaniu. Czego tak naprawdę chcę więcej? Przecież jasne jest, że jeden produkt nie zapewni mi idealnej twarzy po 3 użyciach!

Co chciałabym osiągnąć tym postem?

Zanim kupisz kolejny produkt zachwalany przez blogosferę, zastanów się chwilę, czy naprawdę go potrzebujesz. Może krem, który kupiłaś pod wpływem wielu pozytywnych recenzji , a u Ciebie się nie sprawdził, wcale nie jest taki zły? Może ciężko się go nakłada, ale efekty są widoczne dopiero po dłuższym używaniu? Oczywiście, jeśli kończy Ci się płyn micelarny, a nowy produkt popularnej firmy wywołuje same brawa swoim przyjaznym składem i dobrym działaniem,  to doskonały moment na nowe zakupy. Jednak dobrym rozwiązaniem jest dokładne przetestowane jednego produktu, zanim sięgnie się po drugi, trzeci i ósmy.

Całuję,
Bianka

5 komentarzy:

  1. Dobry post. :) Ja sama nie mam takiego problemu z produktami do pielęgnacji- kupuję nowe, gdy poprzednie się skończą, pomimo tego, że oczywiście czytając blogi kusi mnie wiele nowości. Ale nie daję się zwariować. Kremy mam 2, tonik 1, żel do twarzy nawet aktualnie mi się skończył. Maskę 1, odżywkę 1, balsamy może 2. Więc chyba jest ok. Za to gorzej jest z kosmetykami do makijażu, a jeszcze gorzej z lakierami do paznokci, których ilość powoli dobija do 100. Tu zaczyna się mój problem- tego odmówić sobie nie potrafię, a w szczegolności gdy lakier kosztuje jedyne 5zł.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! mnie na szczęście omija szał zarówno na kosmetyki do makijażu jak i lakiery do paznokci, za to płynów micelarnych kupiłam miliony, bo szukałam idealnego, który nie podrażni mi oczu i wszystko ładne zmyje :D

      Usuń
    2. I znalazłaś w końcu ideał przy tym milionie kupionych? :D

      Usuń
    3. początkowo byłam bardzo zadowolona z Biodermy (do skóry wrażliwej), ale po połowie opakowania zaczęła mi strasznie podrażniać oczy, teraz używam Bebeauty z Biedronki i jest najbliższy ideałowi, mógłby jedynie trochę lepiej zmywać makijaż oczu ;) no i cena też bajeczna ;) bardzo dobry i łagodny był też płyn Corine de Farme. Z drogeryjnych przetestowałam naprawdę wiele (Garniera, Ziaję, Delię, Sorayę (tu straaaszna masakra) próbowałam też Rival de Loop specjalny do demakijażu oczu, ale oczy mnie piekły chyba z 3 godziny po nim. Z aptecznych miałam jeszcze Iwostin, Eucerin i LRP (ten ostatni jezu cała twarz mnie piekła a cena wcale nie zachęca do testowania kolejnych)

      A Ty masz swój ulubiony? :)

      Usuń
    4. O jejku, naprawdę dużo tego! Dziwne, że LRP się nie sprawdził, bo większość chwali sobie bardzo te kosmetyki. Ja aktualnie jadę na chusteczkach do demakijażu. Miałam z Cleanica, które piekły w oczy, Rival de Loop były jeszcze gorsze. Najlepsze okazały się także te z Bebauty z biedronki. :D

      Usuń

Zachęcam do zadawania pytań, wydawania opinii o poście i całym blogu -> z radością przeczytam każdy komentarz!