wtorek, 24 marca 2015

Przetłuszczający się skalp a włosy suche, które szybko tracą wilgoć


Początki moich starań o poprawienie stanu włosów były koszmarne. Przypuszczam, że dlatego, iż nigdy nie miałam bardzo zniszczonych włosów – prostowałam i kręciłam rzadko, nie farbowałam, jednak mechanicznie cierpiały całe życie (tarcie ręcznikami, bolesne szczotkowanie i wyrywanie włosów, spanie z mokrymi włosami, codzienne mycie w gorącej wodzie szamponem jak najbardziej „oczyszczającym”). Na pewno ich kondycję osłabiły częste wyjazdy nad morze (sól, słońce i kilkukrotne mycie) oraz basen, na który chodziłam raz lub dwa w tygodniu, a po którym nie myłam włosów, tylko związywałam i pozwalałam wysychać z chlorowaną wodą na sobie. Kiedy zaczęłam interesować się pielęgnacją, wprowadzać nowe produkty, odżywki, maski i oleje, praktycznie jedynymi zauważalnymi plusami były blask w świetle lampy i gładkość włosów, które nareszcie przyjemnie się czesało. Puszenie, elektryzowanie, odstające włosy jak antenki a przy tym oklap przy skórze głowy  to wciąż jednak była codzienność, która coraz bardziej mnie frustrowała.


Wybawieniem była dla mnie odżywka bez spłukiwania –w moim przypadku jest to przewrotnie „miętę i wrzos” (którą według opakowania należy spłukać). Już dawno zdecydowałam się kupić którąś Joannę Naturię, ponieważ testowałam bezsilikonową pielęgnację  na moich podatnych na falowanie, wywijających się włosach. Fioletową odżywkę wrzuciłam do koszyka ze względu na adnotację „należy spłukać”, ponieważ wychodziłam z założenia, że moje włosy są przetłuszczające się, w dodatku cienkie i delikatne na długości, co równa się obciążeniu. Dopiero gdy z biegiem czasu coraz bardziej wgłębiałam się w temat pielęgnacji włosa, odkryłam coś, co większość „włosomaniaczek” wie od samego początku i przez co właściwie rozpoczyna pielęgnacje – moje włosy są bardzo suche, a przetłuszczają się jedynie przy skórze głowy. Większość z was może uznać to za głupotę, ale dla mnie, od 10 lat przekonanej, że przetłuszczanie jest przeciwieństwem włosów suchych, było jak odkrycie Ameryki i przełom w pielęgnacji. Zauważyłam, że moje włosy tracą wilgotność już kilka godzin po umyciu i uwielbiają, kiedy przeczesuję je dłońmi z mikroskopijną ilością odżywki. To właśnie dzięki odżywce b/s przestały się puszyć i elektryzować, a pozostają wciąż nieobciążone (jeszcze nie udało mi się nie obciążyć włosów odżywką w spreju). Nie wprowadzam żadnych ograniczeń co do częstości nakładania „groszku” odżywki – często na blogach widuję pytania „czy jeśli zabezpieczę końcówki jedwabiem, to mogę też dodać trochę odżywki b/s na długość? Czy to nie za dużo?” lub „Czy następnego dnia po myciu mogę użyć odżywki b/s?” Jak dla mnie należy to robić tak często, jak często potrzebują tego włosy. Za to warto pamiętać o ilości – w moim przypadku wystarczy minimalnie zbyt dużo, by włosy stały się smętne i obciążone.


Staram się myć włosy co dwa dni, jednak najczęściej robię to codziennie. Na drugi dzień ratuję się suchym szamponem (Batiste), glinką (jednak nakładam ją po myciu, za czym nie przepadam) lub kokiem na wypełniaczu. Oczywiście nie jest to leczenie zbyt częstego przetłuszczania, jednak dzięki tym sposobom zamiast siedmiu razy w tygodniu myję włosy pięć razy.
Po myciu raczej nie nakładam treściwych masek, preferuję odżywki na kilka minut (choć nauczyłam się myć włosy bardzo delikatnie, a przy maskach lub olejach przed myciem są na tyle wygładzone, że bez problemu rozczesałabym włosy i bez odżywek po). Czasem kończę mycie płukankami z sokiem cytrynowym (pięknie nabłyszcza) lub octem jabłkowym (którego nie mogę znieść – ten zapach…), jednak zauważyłam, że moje włosy najbardziej lubią długie ostatnie płukanie w zimnej wodzie (omijam skalp). Po takiej mroźnej płukance i grosiku odżywki b/s antenki wreszcie nie odstają, włosy są gładkie i miękkie. Gdy mam czas, nie używam do włosów ręcznika lub koszulki bawełnianej w ogóle – wtedy się nie puszą nawet na drugi dzień.

A wy jakie macie sposoby na włosy, które tracą wilgoć? Co sądzicie o wcieraniu odżywek b/s nawet kilka razy w ciągu dnia?


Całuję, Bianka 

3 komentarze:

  1. Dzień dobry Bianko,
    życzę powodzenia w rozwoju bloga. Będę śledziła Twoje wpisy, ponieważ niedawno zaczęłam świadomą (o ile można to już tak nazwać) pielęgnację. Eksperymentuję :) Odnalazłam Cię w komentarzach u Anwen (już wszystkie jej posty przeczytałam, także zaczęłam zagłębiać się w komentarzach). Bianko, jakiej porowatości są Twoje włosy? Jestem ciekawa czy w jakimś stopniu Twoja pielęgnacja mogłaby sprawdzić się u mnie. Ja mam włosy wysoko lub średnioporowate, średniej gęstości i średniej grubości. Kiedyś były dużo grubsze i gęstsze. Obecnie borykam się z problemem wypadania włosów, ale spowodowanym prawdopodobnie niedoczynnością tarczycy. Smutny problem i efektów pielęgnacji nie mogę się dopatrzeć (olejowanie na milion sposobów/maski/odżywki/zabezpieczanie końcówek olejem bądź silikonem/mycie odżywką lub Facelle). Jednak nie poddaję się :) Moje drugie pytanie: czy każdą odżywkę o dobrym składzie d/s można użyć jako odżywki b/s? Jakoś nie mogę się do tego przekonać.

    Czyżby mój komentarz był pierwszy?
    Pozdrawiam serdecznieCiebię i czytelniczki i życzę powodzenia w prowadzeniu bloga.

    P.S. może któraś z czytelniczek ma problemy tarczycowe i mogłybyśmy sobie coś wzajemnie podpowiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Kingo,
      Bardzo ciężko mi jednoznacznie ocenić porowatość włosów, ponieważ wykazują cechy zarówno wysoko jak i niskoporowatych. Przez utratę wilgoci moje włosy następnego dnia po myciu lubią przypominać tzw. siano, ogromnie się puszą i bardzo ciężko mi domknąć łuski włosów płukankami (przez co jest efekt "antenek" - włosy dziwnie odstają na długości). Wszystkie te cechy sugerują wysoką porowatość. Jednak równocześnie baaardzo długo schną i w żaden sposób nie chcą wytrwać w jednej fryzurze, zrobienie koka czy kucyka wytrzymującego dłużej niż kilka minut mija się z celem, bo włosy od razu opadają, "ciągną". Moim wybawieniem jest kok na wypełniaczu - to jedyna fryzura, która wytrzymuje u mnie cały dzień i mocny warkocz i kucyk (które czasem się rozplączą, czasem nie). Te cechy więc świadczą o niskiej porowatości. Co ciekawe z tego testu:

      http://wysokopory.blogspot.com/p/blog-page.html

      wychodzą mi włosy średnioporowate (wynik 1 pkt)

      Mam włosy gęste, ale jednocześnie cienkie.

      Jeśli Twoje włosy kiedyś były dużo grubsze i gęstsze, to po przeczytaniu bloga Anwen pewnie już wiesz, że jest ogromna szansa, że znów mogą wrócić do tego stanu :)
      Jednak jeśli przez niedoczynność tarczycy nie widzisz na razie efektów troskliwej pielęgnacji, to niestety oznaka, iż najpierw musisz wyrównać poziom hormonów tarczycy, a do tej pory niewiele im pomoże. Dopiero regulacja hormonów spowoduje, że składniki zaczną działać. Polecałabym Ci jedynie suplementy zawierające skrzyp i witaminy (jednak to wyłącznie po konsultacji z lekarzem, bo czasami przy lekach niestety możemy sobie suplementami zaszkodzić). Stosowałaś jakieś wcierki na "obudzenie" uśpionych włosów? :)

      Nie każda odżywka d/s się nada, nawet z rewelacyjnym składem, ponieważ większość z nich może mieć zbyt bogaty skład i obciążać umyte włosy. Ja mam tak zarówno z b/s jak i d/s! Każde włosy są inne i jedynie metoda prób i błędów pozwoli nam ocenić, która odżywka ujarzmi, wygładzi i nabłyszczy włosy, a która spowoduje przetłuszczenie i smutne strąki. Kluczem jest tu moim zdaniem ilość nakładanej odżywki (tak minimalna, że wydaje się, że nie ma nawet prawa "zadziałać" na włosach :D ) i ewentualnie unikanie olejków w składzie, bo one z dużym prawdopodobieństwem obciążą włosy.

      Dziękuję za miłe słowa, trzymam kciuki za walkę z niedoczynnością tarczycy, jestem pewna, że pomimo niej kiedyś ujrzę Twoją włosową historię u Anwen zakończoną pięknymi, lśniącymi włosami :)
      Bianka

      Usuń
  2. Moje włosy zachowują się bardzo podobnie do Twoich, przynajmniej wnioskując z tego co opisałaś. Ja na co dzień jestem przekonana o wysokoporowatości moich włosów, ale zachowują się często jak niskoporowate - długo schną, ciągną przy upięciach, te z kolei się rozpadają. Wiem jednak, że każde włosy są inne i tak dalej, ale po prostu strasznie mnie to intryguje.

    Dzięki za test! wcześniej na niego nie wpadłam. Mój wynik to 2 pkt - średnioporowate z końcówkami wysokoporowatymi.

    Co do niedoczynności, u mnie jest to bardzo niewielka zmiana. Wyniki podstawowych badaniach wykluczyły takie problemy, jednak problem wypadania włosów w ogóle nie mijał (ok. 300 włosów dziennie od sierpnia 2014). Postanowiłam wybrać się do endokrynologa. Tu sytuacja też nie była jasna bo przebadałam chyba większość hormonów i tylko DHEA(S) wyszedł podwyższony. Dopiero USG tarczycy wykazało "nieznacznie obniżoną echogeniczność". Nie znam się, ale coś mi mówi,że to niekoniecznie są problemy z tarczycą. Endo jednak postanowiła przepisać mi Euthyrox N. Potem poczytałam gdzieś, że nie powinno się od razu przepisywać hormonów. Wg mnie moja sytuacja nie jest tak jasna, żeby od razu brać hormony. Spróbowałam jednak, uznając że lekarz jest w tej kwestii mądrzejszy ode mnie. Brałam go przez 2 tygodnie (najmniejszą dawkę), ale reagowałam na niego strasznie - szybkie bicie serca, duszności, straszna nerwowość, ciągłe spanie w ciągu dnia. Odstawiłam ten lek parę dni temu (wg zaleceń lekarza) i czuję się lepiej. Obecnie wspomagam się witaminą D3 i Biotebalem. Po ponad miesięcznym piciu siemienia lnianego musiałam je odstawić - w razie problemów z tarczycą jest ponoć niewskazane.

    Od października 2014 wcieram Alpicort E, na początku codziennie (niezłe utrapienie), potem co drugi dzień, teraz co trzeci. Na początku włosy wypadały jeszcze bardziej, potem było lepiej, potem przestał jakby działać. Gdy próbowałam go odstawić włosy zaczęły jeszcze bardziej wypadać (oj, dużo bardziej :( ), więc endokrynolog kazała dalej wcierać. Oprócz tego co parę dni Seboradin w takich szklanych ampułkach - też zalecenie endokrynolog. Teraz wypada mi ok. 100 włosów dziennie (więcej przy myciu). Jeśli chodzi o baby hair to jakieś odrastają, ale są dużo cieńsze niż stare i nie jest to wysyp. Dosyć śmieszne jest to, że z tyłu głowy mam gęstsze i grubsze włosy, a na czubku, przy czole i przy uszach są takie cieniutkie. Mam tylko nadzieję, że to nie androgenowe łysienie... Niestety dużo na to wskazuje.

    Kupiłam parę dni temu mgiełkę Gliss Kur (żółtą), póki co sprawdza się rewelacyjnie. Szkoda tylko, że ma alkohol (różowa wersja nie ma), mam nadzieję, że nie zaszkodzi moim końcówkom.

    Również dziękuję za odpowiedź i miłe słowa. Dziwne, bo nigdy nie przeszło mi przez myśl, że wyślę swoją historię do Anwen, ale niesamowicie mnie ucieszyło to, że wierzysz w moje włosy :)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do zadawania pytań, wydawania opinii o poście i całym blogu -> z radością przeczytam każdy komentarz!